Magda & Felix

Kiedy myślę o weselu Magdy i Felixa to wracają do mnie takie wspomnienia: radość, piękne otoczenie, przemili ludzie i lato.

Do Kawkowa dotarliśmy już o zmroku. Bardzo żałowałam, że nie mogę zobaczyć drogi otoczonej wielkimi drzewami już teraz, zaraz – musiałam poczekać na kolejny dzień. Byliśmy zmęczeni wielogodzinną trasą i marzyliśmy tylko o odpoczynku. Zatrzymaliśmy się w starym dworze położonym w środku lasu, wokół było tak ciemno, że nie widzieliśmy własnych stóp. Dojazd do miejsca był nieciekawy, zgubiliśmy zasięg i w końcu rozładował mi się także telefon. Był moment grozy, ale szczęśliwie dotarliśmy na miejsce. Dopiero o poranku przekonaliśmy się, że jesteśmy w bardzo urokliwym miejscu, a to dopiero początek.

Kawkowo znałam do tej pory tylko z internetu; od dawna wzdychałam do zdjęć, które inni fotografowie wrzucali z tego pięknego miejsca. Tak też gdy Magda napisała do mnie, że planuje swój ślub właśnie tam, moja radość była ogromna. Nie straszne były mi kilometry, cieszyła mnie perspektywa mini wakacji przy okazji i małej wyprawy do nieznanej mi Warmii.

Magdzie i Felixowi towarzyszyła córeczka Frida. Była to piękna plenerowa ceremonia, którą poprowadził tata Felixa. Było wiele śmiechu, anegdot, wspomnień. To międzynarodowe wesele, które zgromadziło gości z Polski i Niemiec, odbyło się na luzie, wśród najbliższych.

Za przegenialną oprawę muzyczno-animatorską zadbali Maja i Marcin z Montaż Atrakcji. Sprawili, że goście pomimo bariery językowej świetnie się bawili. Magda również zadbała o detale i dodatki, które pozwoliły gościom lepiej się poznać i zintegrować. Każdy z gości dostał na pamiątkę płytę z ich ulubionymi utworami, muzyką, która jest i była dla nich ważna, albo która kojarzyła się z istotnymi dla ich znajomości momentami – czyż nie jest to uroczy pomysł?

Czerwcowa pogoda nie zawiodła, było ciepło i miło, choć wieczór trafił nam się dość chłodny – ale to tylko sprawiło, że na parkiecie wszyscy chętnie szaleli, a Maja i Marcin nie pozwolili by ktoś się nudził za stołem 🙂

Wielką radość przyniosło nam urwanie się z imprezy na mały plener. Mieliśmy wielkie szczęście, że właściciel Kawkowo zabrał nas swoim szalonym samochodem nad staw, który był ukryty w lesie. Możecie wyobrazić sobie moją radość w sercu, czy mogło być piękniej? My mieliśmy czas na zdjęcia, a chłopaki wskoczyli sobie w tym czasie do stawu by popływać… 🙂

Jeśli macie ochotę zobaczyć jak pracuję,a także trochę ruchomych obrazków z Kawkowo, kliknijcie tutaj!


kwiaty: Kwiaciarnia „W te pędy”

księga gości: Papierowe Sztuki

tamborek z haftem: Lilu2art

 

 

 

Facebook
Instagram